Zainspiruj się!

Black & white


Dawno nie pokazywałam moodboardów, które lubię przygotowywać nie tylko jako inspiracje, ale jest to również swoisty relaks dla mnie. Dam Wam znowu trochę odpocząć od klimatów stołowych. Zresztą sama chyba też potrzebuję oddechu, bo ostatni tydzień dał mi się we znaki. Tak czasami bywa, że mam nawał aranżacji i stylizacji do sfotografowania. Potem potrzebuję się zresetować. Z góry melduję, że czytam Wasze komentarze i dziękuję, że do mnie zaglądacie. Dzisiejsze kolaże powstały pod wpływem chwili. Jak się dobrze przyjrzycie to zobaczycie, że bazą wszystkich zestawień jest black&white. Reszta to już tylko dodatki i zabawa kolorem. Nie będę nawijać makaronu na uszy i od razu piszę, że takie wnętrza to moje swoiste fantazje. Takie wnętrza mnie zachwycają i przyciągają jak magnes.



Mój salon także ma biało-czarną bazę. Daje mi to ogromne możliwości. Zbliża się wiosna i mam ochotę na więcej kolorów. Na pierwszy ogień pójdą tekstylia. Pamiętacie, że właśnie tekstylia to pierwszy krok do zmian szybkich i efektownych.Uwielbiam nowe poszewki na poduszki, pościel, koce, zasłony.



Również najczęstszym zmianom ulegają u mnie ściany i to nie za sprawą ciągłego malowania.
Wystarczy wymienić zawartość ramek wedle upodobań i efekt murowany.



Zaglądacie na mój INSTAGRAM?-klik
Tam ostatnio chyba więcej się dzieje. 








Uciekam się pakować. Znikam na parę dni i zabieram ze sobą tylko telefon :) Czas odpocząć i nabrać sił. Pamiętajcie, że regeneracja to krok do lepszego i efektowniejszego działania.


Ściskam i czekajcie na mnie i na nowy post!


Zoyka


Niebanalny związek - pink&orange



 Długo nie wytrzymałam i zapraszam Was na niezwykle energetyczny wpis. Kto mnie podgląda na Instagramie, to pewnie już widział, przedsmak tej kolorystycznej mieszanki. Widzicie kto dziś gości na moim stole? Greendeco i ich przecudnej urody wianki, już znacie, natomiast Hutę Szkła Kryształowego "Julia" czas poznać.



 Długo za mną chodziło połączenie różu z pomarańczą. Naoglądałam się masę inspiracji i kombinowałam, jak tu zestawić produkty, by było i elegancko i z klasą. Idealnym dodatkiem spajającym, jak zwykle okazały się złote sztućce. Postanowiłam też, po raz kolejny zaprezentować Wam sztuczne kwiaty, którymi nadal się zachwycam. Pracownię Greendeco cechuje nie tylko najwyższa dbałość o szczegóły, ale i fantazja naprawdę wysokich lotów. Nigdy aż tak nie byłam przekonana do sztucznych kwiatów na stole. W sumie, to tak naprawdę, wcale nie byłam przekonana do jakichkolwiek sztucznych kwiatów. Jestem niezwykle wymagająca i nie znoszę kiczu, dlatego tym bardziej dziękuję Greendeco za kawał dobrej roboty. Drugą kwestią w tym wypadku też jest fakt, że na moim blogu nie wciskam Wam kitu i nie zachwalam tego co nie "wzdrygnęło" moim sercem. Zapamiętajcie mą złotą, blogową zasadę - zachwalam co warte zachwalania, a reszta jest milczeniem :)



No dobra, kolej na kolejne zachwyty. Zobaczcie sami na te kryształy! Huta "Julia" rzuciła na mnie czar w październiku zeszłego roku, na Łódź Design Festival, o którym wspominałam w tym poście - klik.



"Julia" produkuje ręcznie formowane i szlifowane produkty. Na moim stole możecie podziwiać karafkę i kieliszki z Kolekcji Kolorowej. Wiem, że nie wszyscy lubią kryształy, które kojarzą się z dzieciństwem i powiewem PRL-u. Od razu uspakajam i zachęcam Was do odwiedzenia sklepu  i  zerknięcia na kryształy bardziej nowoczesne.



 Moje zauroczenie "Julią" nie sprowadza się tylko kryształów. 
Huta jest położona w moich ukochanych Karkonoszach, nieopodal rodzinnych Wierzchosławic.



Pomarańczowe talerze pochodzą z BRW i okrutnie się ich naszukałam. Znacie to uczucie, gdy czegoś potrzebujecie natychmiast, to nagle nigdzie tego nie ma. Ale się udało i są idealne, podobnie jak pękate kieliszki z grubego szkła, z Kare Design.













Jak Wam się podoba ten niebanalny związek? 
W zanadrzu mam dla Was jeszcze więcej kolorów ale to już niebawem.


Uściski!

Zoyka


Post powstał przy współpracy z Greendeco i Hutą Szkła Kryształowego "Julia".


Bez wiochy ani rusz!



Postanowiłam, że dam Wam pooddychać i oszczędzę tym razem aranżacji stołowej. Ostrzegam jednak byście przygotowali się na następny wpis. Ale to niebawem. Dzisiaj znowu pokażę Wam trochę mojej wiochy. Zdjęcia robiłam pod koniec grudnia, ale tak mi schodziło z ich selekcją, że nastał luty.



W ten dzień, mimo mrozu, pięknie świeciło słońce. Wiocha nabrała niebywałego klimatu. Trawa wyglądała niemal jak na wiosnę i tak cudnie pachniało lasem. Czego więcej trzeba? Doborowego towarzystwa, a na to mogłam liczyć. Tym bardziej, że w kieszeni miałam smakołyki, które wodziły za nos, pewnego włochatego kawalera. Idźcie niżej...najpierw zobaczycie jego oczy :)



Na Dolnym Śląsku, poniemieckie domy mają swoją duszę. Nie raz zastanawiam się jacy ludzie w nim mieszkali, przed moimi pradziadkami i dziadkami. Dla mnie to nie tylko stare mury. Dla mnie to dom rodzinny. Pierwsze moje miejsce na ziemi zaraz po urodzeniu. Rzeka przed domem to Nysa Szalona. Latem jest głośna bo bez skrępowania "rozmawia" z kamieniami. Uwielbiam ten odgłos.



Jak tam jest? Ja nie jestem obiektywna. Chociaż na pewno słyszeliście o urokach Dolnego Śląska, a ja mogę tylko te zachwyty potwierdzić. Teraz mieszkam na Zagłębiu, w mieście, ale zawsze będę dziewczyną ze wsi. Zawsze będę dziewczyną z Dolnego Śląska. I zapewniam Was, że to niebywały stan umysłu :)





No i macie te oczyska! Piki jest wielki i przybrało mu się na zimę. Jak przyjeżdżamy to jego radość nie ma granic. Znamy się od jego maleńkości i mimo, że nas widzi parę razy w roku, traktuje nas jak domowników. Uwielbiam go za to, że jest trochę takim...wielkim ciamajdą i boi się np. domowego, małego królika. Jest niezwykle łagodny i uwielbia dzieci. Inne zdanie mają jednak sąsiedzi, którzy czasami usiłują dostać się na posesję :) No ale sami zobaczcie jaki jest piękny! I radosny :)















Jeszcze raz zerknijcie na wiejską bestię :)





Często chodzimy na spacery do lasu. Tu też jest pięknie i magicznie.



I nawet spotkałam motyla! 
Motyl w środku zimy to niemałe wydarzenie.



W żółtym kościele zostałam ochrzczona. Zawsze chciałam wziąć w nim ślub ale wylądowałam w innym kościele. Ślub mnie tam ominął, ale za to mój mąż oświadczył mi się, na wieży pobliskiego zamku w Bolkowie. Wiedział jaki mam sentyment do tych stron, więc wywiózł mnie tam i "zatargał" na zamek. Było warto :))) I jest co wspominać.



Dotarłam do końca. Czy Wy też macie podobnego bzika na punkcie swoich rodzinnych stron? 
Jakie macie korzenie? W następnym poście aranżacja stołu i przy tej okazji poznacie Hutę Szkła Kryształowego "Julia" i "Świat Lnu". Co je łączy? Zgadniecie?


Pozdrawiam Was serdecznie i miłego weekendu życzę!


Zoyka


Błękitne klimaty



Wiem, że ostatnio zarzucam Was tylko aranżacjami stołu ale wpadłam w trans! Jest tyle kolorów, struktur, faktur i materiałów, że nie jestem w stanie przejść koło nich spokojnie. Wystarczy, że spodoba mi się jedna rzecz a jestem w stanie na szybko, "poskładać" całą taką stylizację. Dzisiaj wypuszczam Wam błękity ale na zapleczu szykują się już trzy kolejne aranżacje, które Was zaskoczą. To będą prawdziwe bomby kolorystyczne a tego jeszcze u mnie nie było :) Jestem też na etapie szykowania już sesji wielkanocnej która ukaże się w pewnym znanym i lubianym magazynie wnętrzarskim.



Jest taki błękit który pochłania. Pierwsze z nim skojarzenie to niebo i pewnie nie raz się zachwycacie tym błękitem, który Wam "wisi" nad głową w piękny, letni dzień. Ja to robię :)



Skoro niebo to musi byś i słońce. W tej roli na stole dobrze radzą sobie cytryny i żółte róże.



Co dzisiaj Wam serwuję? 
Talerze z Ikei plus dodatki z tk maxx-a, homli, Sweet Living Home Inspiration.

















Wiecie, że nie lubię się zbytnio rozpisywać....o ile nie mam powodu :) Inspiracje same mówią za siebie więc najczęściej słowa uważam za zbędne. No chyba, że chcecie wiedzieć o pochodzeniu produktu, to piszę i już :) Wiem też, że zapachnie Wam dzisiaj nie wiosną ale latem! 


Pozdrawiam Was ciepło i czekajcie na nowe moje wyczyny!


Zoyka

Pudrowy róż



 Każda mała dziewczynka marzy by wszytko co ma, miało kolor różowy. Z czasem wyrasta się z takich upodobań, ale jakaś cząstka naszej kobiecości będzie o różu zawsze pamiętała. Od kilkunastu miesięcy różowy we wnętrzach jest niezwykle popularny. Sięgamy po niego częściej i pewniej. Niejednokrotnie widzieliście go w moich wpisach, bo lubię róż i to nawet bardzo.



 Z moich obserwacji wynika, że "różowe wpisy" cieszą się niezwykłą popularnością i zainteresowaniem. Osobiście mogłabym go połączyć z każdym kolorem i w każdym przypadku byłoby to trafione i udane zestawienie.



 Zobaczcie co dzisiaj dla Was przygotowałam. Grafitowe i różowe talerze pochodzą z Ikei. 
Złote sztućce o które tak często pytacie to nabytek z BRW.



 Wielka butla to nic innego jak wazon z Homli. 
Grube, różowe szkło z wytłaczanym wzorem od razu skradło moje serce. 
Do tego dochodzą ceramiczne świeczniki w kształcie kwiatów z home&you.



Nie tylko róż jest na topie. Monstera również bije rekordy i jej motywy pojawiają się coraz częściej na tekstyliach. Ściereczkę którą wykorzystałam do aranżacji jako obrusik, upolowałam również w Homli. Od razu pomyślałam, że idealnie dopełni moją wizję. I wcale się nie myliłam.





 Co mi pozostało? Szkło!  
Grube i różowe, podobnie jak butlo-wazon. Łączy je również wspólne pochodzenie. Te kieliszki są naprawdę fantastyczne. Po głowie chodzą mi jeszcze takie ale w kolorze indygo. Już mam jedne na oku.







I co Wy na to? Różowy wcale nie musi być banalny, słodki i nudny. I co najważniejsze, to nie musi być na maxa kojarzony z małymi dziewczynkami. Warto po niego sięgnąć i nieco "poużywać", bo tylko wtedy poznacie jego moc. Na koniec przyznam się, że kusi mnie połączenie różowego z pomarańczowym. Myślę, że to tylko kwestia czasu i efekty zobaczycie niebawem.

Ściskam i pozdrawiam Was ciepło!


Zoyka