Latem w ogrodzie!



Lato plus ogród na wsi to dosłownie bajka! Cisza, spokój, szumią drzewa i słychać śpiew ptaków. Pachnie pobliskimi polami, a słońce świeci w twarz uparcie i nie ma się dosyć. Mój pobyt na wsi wykorzystałam maksymalnie. Powstały cztery aranżacje i dzisiaj przedstawiam Wam tą trzecią. Od czego w tym wypadku się zaczęło? Od tych pięknych, różowych róż. Gdy je kupiłam w mig dobrałam całą resztę.


Za stół posłużyła mi stara skrzynka po jabłkach i stare drzwi. Tym razem udało mi się złapać słońce ale przy obróbce zdjęć stwierdziłam, że jednak wolę mniej jaskrawe ujęcia. No i zabrakło mi blendy. Wyszło jak wyszło. Kolejny eksperyment za mną i kolejna wiedza przyswojona.



Żeby nie było zbyt różowo zadbałam o zielone dodatki takie jak kieliszki z cienkiego szkła, które znalazłam w kuchni i zielone jabłuszka prosto z drzewa czyli tak zwane guguły. Zresztą zieleń mnie otaczała i to mi wystarczyło.



Duże talerze kupiłam w wałbrzyskim TK Maxx, różowe miseczki na wyprzedaży w Kauflandzie a świeczniki w Jysk również w promocyjnej cenie. Reszta przyjechała ze mną jako zestaw podręczny :) Achhh!!! Zapomniałam o koszyczku z Kik! To nabytek za ok. 8zł. i został przemalowany na złoto.









Jeden urlop za mną a drugi przede mną :) W między czasie nie próżnuję. Jutro idę oglądać wybrane lokale pod moje studio i już nie mogę się doczekać. W sobotę czeka mnie równie ekscytujący dzień w Decoratore, gdzie od czerwca mam zaplanowaną sesję zdjęciową. W niedzielę znikam do Warszawy i tam to już w ogóle będzie się działo ale o tym już niebawem :)


Do następnego razu!

Zoyka


Fotografia.zoykahome.pl

http://fotografia.zoykahome.pl/
Czy ja mam czas się nudzić? Raczej nie. Wróciłam do domu i dzielę się z Wami moją nową stroną która dzisiaj została skończona i może iść w świat. Blog blogiem ale brakowało mi takiej biznesowej wizytówki, miejsca gdzie będzie można zobaczyć mój fotograficzny dorobek. Fotografia pochłonęła mnie już dawno temu. Nie jestem jednak alfą i omegą bo uczę się dalej i za dwa tygodnie czeka mnie kolejne szkolenie, by rozwijać swoje umiejętności. Warszawo, nadciągam po raz kolejny :) Ale przejdźmy do sedna. 

http://fotografia.zoykahome.pl/

 Długo myślałam o słowach które trafią do zakładki "O MNIE". Nie jest bowiem łatwo pisać o sobie i w kilku zdaniach podsumować swoje zamiary i cele, kiedy w głowie tli się o wiele więcej.

Gdy tworzyłam "PORTFOLIO" byłam nieco zdziwiona, że tyle sesji i zleceń już za mną. I wiecie co? Uwielbiam swoją pracę! Nie byłabym w stanie robić nic innego. Ciągnie mnie jak diabli do aparatu i stylizacji. No nic na to nie poradzę :) I nie chcę nic zmieniać, chcę iść dalej.




Moje portfolio będzie systematycznie uzupełniane. Nic Wam nie umknie :)



Szykuję się do kolejnych działań. Mam nadzieję, że niebawem będę mogła podzielić się z Wami kolejnymi nowinami. Dajcie znać czy Wam się podoba moja nowa strona, bo cieszę się z niej jak dziecko. 


ściskam Was mocno!

Zoyka


Stara komoda - DIY



Na wsi nadal jestem ale to już finisz moich wakacji. Za parę dni wracam do domu, po całym miesiącu nieobecności. Póki jednak jestem tu gdzie jestem, wzięłam się za metamorfozę starych komód. Dziś pokażę Wam pierwszą z nich. Ma ona kilkadziesiąt lat, choć nie wiem czy sięga okresu przedwojennego. Na meblu nie ma żadnych sygnatur czy oznaczeń. Jej stan określam na dobry z plusem i to jest właśnie ta magia starych mebli. Dodam jeszcze, że ów mebel ma jeszcze oryginalną nadstawkę, jednak ona nie została poddana odmianie.



W bloku nigdy nie odważyłabym się na tak gruntowne czyszczenie i szlifowanie. To po prostu fizycznie nie możliwe jeśli nie ma się do takich celów odpowiedniego miejsca, pracowni, warsztatu czy garażu. Na wsi to nie jest problem, bo mebel wyjechał na dwór i ani pył, ani kurz nikomu nie był straszny.  Ponad dwie godziny mi zeszły na przygotowaniu mebla do malowania.



Nie chciałam pokryć komody jednolitym kolorem więc padło na złoto i biel. Jedną szafkę pomalowałam lakierem Złotolem z firmy Dragon, a reszta została pokryta woskiem do bielenia drewna, COLORIT. Powiem Wam, że ten wosk mnie zauroczył, bo świetnie i szybko mi się go nakładało. Efekt taki jak na zdjęciu, osobiście mnie zadowolił, dlatego, że nie chciałam by faktura mebla była czysto biała i zależało mi żeby było widać sęki. Idealnie spasowały tutaj gałki które kupiłam jakiś czas temu w TK Maxx. To nic, że komoda nie miała otworów, bo przecież od tego są właśnie wiertarki.


























Na koniec zerknijcie na zdjęcia before&after. 
W takim kolażu zawsze lepiej widać jakie zmiany zaszły.



I jak Wam się podoba taka zmiana? Zamiast wyrzucać takie skarby czasami warto najzwyklej na świecie je odnowić, kierując się własnym gustem i inwencją twórczą. 

Ściskam Was serdecznie!

Zoyka


Na pniu!



Żeby nie było nudo to tym razem przygotowałam aranżację na pniu. Na dworze było ciepło i słonecznie więc nie posiadałam się z radości. Wszystko sobie przygotowałam, ustawiłam i cyk! Słońce zaszło za chmury! Myślałam, że tylko na chwilę i zaraz skorzystam z promieni słonecznych, które miały pięknie rozświetlić całą stylizację. Na nic czekanie, na nic błaganie, zaszło sobie i basta.




Stwierdziłam, że jęczeć jednak nie będę, w nieskończoność czekać też nie będę i złapałam za aparat. Kolejne dni były nieciekawe i deszczowe więc dobrze zrobiłam. Czasami trzeba brać to co jest, a nie czekać na cuda z nieba :)



Kwiaty zebrałam pod domem i uskubałam parę kiści niedojrzałych winogron. Za tacę posłużyło mi coś, co kiedyś było używane jako podstawka na dno parownika, w którym robiły się ziemniaki dla świń. Tak Kochani, dla świń :) Pamiętam doskonale jak mój dziadek przygotowywał to "danie" i jak mnie ten zapach wciągał i jak miałam ochotę podjeść tym świniom choć jednego ziemniaczka.



Do kieliszka z winem wrzuciłam maliny i borówki. Pewnie zauważycie, że ciągnęło mój obiektyw do tego kieliszka i tych wdzięcznie pływających malinek.












Na zdrówko Kochani! I do następnego napisania.

Zoyka

Ulubione pastele!


Uwielbiam pastelowe barwy! Są takie wdzięczne i przyjemne dla oka, dlatego dzisiaj przygotowałam dla Was moodboardy, w których prym wiedzie jeden kolor. To, że łączenie pasteli jest wskazane i że, pastele świetnie ze sobą korespondują, to już wiecie. Osobiście lubię też monochromatyczne zestawienia. Jeden kolor - jeden kierunek. Nie ma w tym nic zdrożnego i można stworzyć naprawdę fajny klimat w pomieszczeniu. Dodatkowy plusem takiego monochromatycznego zabiegu jest pozostawienie sobie furtki do ewentualnych zmian i dodania pasującego koloru, gdy jednolitość nam się znudzi.


Żółty to niezwykle energetyczna barwa. Na pierwszym miejscu kojarzy nam się ze słońcem. Żółty jednak nie jedno ma imię. Paleta kolorystyczna żółcieni zawiera w sobie najróżniejsze odcienie. Osobiście nie wyobrażam sobie wnętrza w którym króluje żółty w zdecydowanym tonie, ale już piaskowy bardzo do mnie przemawia.



Miętowy po prostu lubię! Pięknie łączy się z różowym, koralowym i białym. Odważniejsi mogą poeksperymentować. Złoto w dodatkach doda klasy i elegancji.





Koralowy mnie kręci bardzo! Nie wiem co ten kolor w sobie ma, ale na pewno ma moc przyciągania. Dla mnie idealnie łączy się przede wszystkim z bielą. Potem z różowym i pomarańczowym. Kojarzy mi się z latem i luksusowymi, nadmorskimi willami.



Błękit z granatem w towarzystwie bieli i złota,  po prostu kocham! Ponadczasowy szyk i stylowe piękno. 
Taką mieszankę przenoszę również do swojej garderoby. 


Różowy już dawno przestał być tylko kolorem małych dziewczynek. Pokochali go nawet mężczyźni, choć niektórzy wolą się do tego nie przyznawać. Różowy uwielbiam za wszystko. Za powab, czar, szyk, klasę i wdzięk. Za idealne dopasowywanie się do innych kolorów. Za niewinność.

A Wy lubicie pastele? Który przemawia do Was najbardziej? Macie swój ulubiony pastelowy kolor?

Ściskam Was serdecznie!

Zoyka